
To druga książka Kuby Małeckiego, którą przeczytałem. Pierwsza to „Rdza”. Co mogę o niej napisać? Hmm. Wolę „Nikt nie idzie”, pewnie dlatego, iż historia opisywana w książce osadzona jest w czasach mi bliższych. Obecnych, w których można kupić sobie np.lot balonem czy motolotnią.
Retrospekcje są, a jakże, przecież to normalne u tego autora i nie tylko u tego. Są i dobrze, że są. Zmusza to do myślenia, do zastanawiania się, do przypominania sobie co było 3, 5 rozdziałów wcześniej.
Tak w ogóle to w sobotę jadę z żoną, która, prawie, że zawodowo recenzuje książki, na Targi Książki w Krakowie (2018/10/27-2018/10/28) gdzie pewnie spotkam autora, w ubiegłym roku też spotkałem :)
Nikt nie idzie
Zawsze zastanawia mnie to co nim (autorem) kierowało, co było podstawą do napisania właśnie TEJ książki. Czy znał głównego bohatera, czy ktoś mu o nim opowiadał, czy może Klemens ze swoimi balonami w plecaku to daleki kuzyn Kuby Małeckiego? Nie wiem, ale jak będzie okazja, a wierzę, że będzie to zapytam. Jak bardzo trzeba się zaangażować, żeby dokończyć książkę.
Z rok, może dwa lata temu bylem na spotkaniu autorskim z królową polskiego kryminału, czyli Katarzyną Bondą, która dość szczegółowo opisała jak zgłębia temat. Jak było w przypadku Kuby Małeckiego, dowiem się ma nadzieje już w ten weekend.
A tymczasem czeka na mnie, w zielonej okładce, „Król” Szczepana Twardocha, kupiony w ubiegłym roku podczas Targów Książki w Krakowie.
Tak, że ten. Do poczytania.
